Przekłamane nazwy zajęć, by przyciągnąć kursantów? Style, których trenerzy nie mają pojęcia o podstawach i kulturze? Nazwy wyssane z palca, bo lepiej brzmią? Gdzie jest granica? Granica między reklamą i zdobywaniem klientów, a byciem profesjonalistą i ambasadorem kultury tańca? O szkołach tańca i kłamstwach w nazwach zajęć bez lukru!
To dzieje się od lat. Szkoły tańca przekłamują nazwy swoich zajęć
Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie chodzi mi o to, że ktoś nazwie sobie zajęcia w jakiś autorski sposób, bo chce na nich łączyć kilka technik lub ma wizję na konkretny cel takich zajęć. Chodzi o to, że np. w Poznaniu i okolicy w wielu szkołach są zajęcia, które nazywają się BURLESKA i nie mają nic wspólnego z prawdziwą Burleską!
Czego więc uczą sie kursanci?
Na takich zajęciach z „Burleski” kursanci uczą się sexy układów tanecznych, rutyn i jakiś choreografii do sexy muzyki. Albo (to mój ulubiony hit) po prostu tańczą do muzyki z filmu „Burlesque” z Christiną Aguilerą. I może właśnie ten film jest zgubą dla tego typu zajęć? Bo w samym filmie nie ma zbyt wiele prawdziwej burleski (oprócz mojej ulubionej sceny z muzyki „I am a Good girl” z perłami i wachlarzami). Chcesz zobaczyć prawdziwą Burleskę? My polecamy np. profil cudownej Madame do Minou, na której rewii byłyśmy razem (Kamila, Ola i Klaudia) całe w naszych ubraniach z Nimfinity, które przyciągają spojrzenia, więc są idealne na taką okazję! Profil znajdziesz tu: Madame de Minou.
Wracając do „Burleski” w szkołach tańca… Kursanci NIE SĄ informowani, że Burleska to tak naprawdę sztuka performatywna, w której artystka rozbiera się na scenie! Strip, kabaret, historia, relacja z widzem – to dzieje się na Rewii Burleski. Czy szkoły tańca mówią o tym swoim kursantom? Cóż… Jedna z moich koleżanek chodziła na takie zajęcia i bardzo jej się podobało! Powiedziała mi, że chodzi na Burleskę i to jest takie uwalniające. Pytam więc, czy mają tam elementy striptizu? Czy uczą się pracy z rekwizytem? Czy wie, skąd wzięła się Burleska? NIE WIEDZIAŁA. Mówiła, że fajnie się ruszają do takiej uwalniającej muzyki po prostu. Nie miała pojęcia, że Sexy dance, w którym uczestniczy to żadna Burleska!
Dlaczego szkoły tańca kłamią?
Każde studia tańca, tak jak każda firma, marka odzieżowa czy marka osobista – chce zdobyć klientów. W tym celu musi się reklamować, przyciągać ich w jakiś sposób! Nie od dziś wiadomo, że pewne nazwy działają na naszą podświadomość bardziej. Dlatego większość zajęć fitness nazywa się „płaski brzuch”, czy „spal kalorię”. Jednak w przypadku stylów tańca sprawa jest jeszcze bardziej delikatna i złożona. Musimy brać bowiem pod uwagę sam styl, jego kulturę, historię, technikę, muzykę czy antropologię.
Przekłamując nazwę zajęć:
- wprowadzamy w błąd swoich kursantów, a przecież to my jesteśmy profesjonalistami z wiedzą o tańcu;
- nie szanujemy kultury danego stylu, która jest przecież fundamentem i powinniśmy o tym edukować;
- tracimy zaufanie naszych odbiorców, bo jeśli ktoś, kto WIE czym jest high heels, trafi na zajęcia o tej nazwie do szkoły tańca, w której na treningu PO PROSTU TAŃCZYMY NA OBCASACH – pomijając technikę, podstawy takie jak bevel czy walk. Po prostu robimy „sexy układ w obcasach”, taki klient traci do nas zaufanie;
- narażamy siebie i swoją szkołę na (słuszny zresztą) osąd profesjonalnego środowiska. Co to znaczy? Jeśli widzę w sieci nagranie zajęć, które nazywają się dancehall, a instruktorka nie potrafi podstawowych groove’ów… Co więcej, uczy ludzi damskich kroków do typowo gunowego utworu, wyrabiam sobie opinię o tej szkole. Jaką opinię? Taką, że szkoła nie dba o jakość zajęć, nie robi researchu i nie ma wykwalifikowanej kadry. Niektórzy nawet piszą do takiej szkoły, że to czego uczą, to nie jest TEN styl. W XXI wieku dostęp do materiałów edukacyjnych, warsztatów i świetnych instruktorów jest duży! Każdy może sprawdzić podstawowe informacje o danym stylu;
- zaniżamy jakość swojej oferty. Przekłamane nazwy lub zajęcia, które nie są zgodne z nazwą, stylem i techniką to po prostu zaniżanie jakości oferty swojej szkoły lub swoich treningów.
Sama mam szkołę tańca i wiem, że do niektórych klientów, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tańcem, nie dotrzemy za pomocą nazw takich jak: dancehall czy waacking. Oni nie mają pojęcia co to jest i z czym to się je! Ale po to jest PROFESJONALNA SZKOŁA TAŃCA, by pokazać swoim klientom, czym jest dany styl. Można dodać dodatkowy opis w nazwie, dołączyć filmik, zaplanować kampanię reklamową. Nie można natomiast nazywać zajęć niezgodnie z ich prawdziwą naturą! Naszym i naszych instruktorów zadaniem jest ludzi edukować. Bo mamy potrzebną wiedzę, środki i możliwości.
Co możemy zrobić z nazewnictwem?
Spotkałam się z wieloma pomysłami na dotarcie do odbiorcy:
- Tworzenie autorskich nazw zajęć! Na przykład sexy dance czy taniec sensualny, które są swoistą fuzją kobiecych stylów i technik ruchu. Na przykład takich jak high heels, jazz, dancehall, twerk. Pamiętając przy tym, że w zasadzie sexy dance to nie styl, tylko nazwanie rodzaju poruszania się w sposób kobiecy, uwodzicielski itd. Nazwy takie jak „Show yourself”, „waistline thing” itd. to autorskie pomysły, pod którymi kryje się konkretny plan na zajęcia. Kursanci są informowani i edukowani – co, jak i po co robią.
- Widziałam szkoły tańca, które nazywają swoje zajęcia dwuczłonowo: Waacking – disco babeczki! W ten sposób przemycając reklamę i wiedzę.
- Znam też osoby, które uogólniają nazwy i np. wprowadzają zajęcia Latino solo. Dzięki temu mają w ofercie zajęcia, na których przemycają różne rzeczy z worka LATINO. Oczywiście tłumacząc przy tym każdą z nich, jej pochodzenie, tło kulturowe czy smaczki techniczne.
Subiektywnie uważam, że to jest Okej!
Jednak wprowadzanie w swojej szkoły zajęć z Burleski, na których nie ma Burleski, High Heels, na których nie ma techniki high heels czy latino, na których jedynym „latino” aspektem jest muzyka, bo sam ruch przypomina raczej lekcję cha-cha z w-f’u w podstawówce czy zumbę… To nie jest okej.
Poziom tańca w Polsce jest naprawdę wysoki! Mamy wspaniałe środowiska taneczne z różnych stylów, międzynarodowych instruktrów, sławnych na całym świecie tancerzy czy choreografów. Nie zaniżajmy więc tego poziomu przekłamywaniem nazw zajęć. Zajęcia OPEN i grupy początkujące też zasługują na jakościowe, pełne pasji i wiedzy treningi!
Najgorsze jest to, że profesjonalne szkoły tańca – cierpią! Mam na myśli te, które nazywają zajęcia zgodnie z prawdą i odpowiednio dobierają instruktorów. Dlaczego? Bo najpierw muszą rozbić w głowie klienta fałszywe przekonania o danym stylu. Później pokazać mu prawdziwe jego oblicze, jednocześnie wprowadzając go w dany styl/kulturę. Muszą też „udowodnić”, że warto spędzić trochę czasu na nauce podstaw i techniki, by później bardziej cieszyć się tańcem.
Nie zgadzasz się ze mną? Jestem otwarta na dyskusję tu: https://www.instagram.com/dhq_klaudia/
Chcesz dodać sobie pewności siebie i dopasować swój outfit na konkretny trening? To nasza specjalność! Wpadaj tu: Shop main
NOWOŚCI
Sprawdź najnowsze propozycje odzieży do tańca, która doda Ci pewności siebie na parkiecie.


























