Niektórym nie wypada, bo mają dzieci. Innym — bo mają mężów. Jeszcze innym — bo mają „dobry dom” i „jakąś reputację”. A przecież wcale nie mówimy o niczym obscenicznym. Mówimy o ciele, które się porusza. O krótkich spodenkach do tańca, które dają swobodę ruchu. O majtkach scenicznych, które eksponują mięśnie, a nie moralność.

A jednak… Same tam byłyśmy! Uważałyśmy, że NIE WYPADA, że to wulgarne, prostacki lub desperackie zwracanie na siebie uwagi… Dziś rozumiemy, że po prostu nie czułyśmy się ZE SOBĄ dość dobrze, by odsłaniać ciało. Nie byłyśmy w wystarczająco dojrzałej relacji ze sobą, by akceptować swój wygląd. Nie byłyśmy pogodzone ze swoją wewnętrzną, pewną siebie Boginią! O tym w dzisiejszym wpisie…

Komu „nie wypada”?

Na podstawie naszych historii i tysiąca Waszych – koleżanek, klientek, mam i sióstr, które podzieliły się z nami swoimi doświadczeniami. Niech wybrzmią wszystkie nasze wątpliwości i lęki oraz ich powody!

1. Mamom, które myślą o swoich dzieciach

„Co jeśli kolega mojego dziecka zobaczy mój post na Instagramie w szortach do tańca z GOŁĄ PUPĄ?” To pytanie zadaje sobie więcej kobiet, niż można by przypuszczać. Matki często odczuwają silny społeczny imperatyw, by być wzorem godnym naśladowania — powściągliwym, „stosownym”, niewzbudzającym kontrowersji. Jakby odsłonięta pupa miała zburzyć cały model wychowawczy. Spoiler alert: nie burzy.

Czy naprawdę chcemy dawać swoim dzieciakom wzór pod tytułem: martw się co ludzie pomyślą i nie rób tego, co Cię rozwija i wspiera? Bo trochę tak to brzmi… A jednak to nie jest takie proste, bo życie nie jest czarno-białe. Łączymy się w imieniu naszej Kamy z każdą mamą, która zastanawia się 3 razy, zanim wrzuci fotkę z treningu twerk czy z rurki w majtkach… Jesteście boskie i Wasze dylematy są totalnie uzasadnione!

2. Żonom z mężami, którzy „wolą, żeby inni nie patrzyli”

Zazdrość niejedno ma imię. I nawet w związkach opartych na zaufaniu, czasem pojawia się myśl: „czy to nie za dużo?”. Czy mąż nie poczuje się niekomfortowo, że inni patrzą na moje ciało? Czy nie pomyśli, że to branie udziału w jakimś dziwnym „konkursie na atencję”? Kulturowo, kobiece ciało nadal jest często „czyjąś własnością” – żony, matki, partnerki. I to właśnie z tym stereotypem zderzają się kobiety, które po prostu chcą zatańczyć w krótkich spodenkach.

Fakt, że nie odsłaniamy ciała dla mężczyzn czy innych kobiet to jakaś totalna TAJEMNA WIEDZA. Robimy to dla siebie! Dla procesu, dla poczucia spełnienia, pewności siebie, władzy nad swoim życiem i ciałem… Robimy to, by było nam wygodniej, wyglądało lepiej czy trzęsło się bardziej. Co więc zrobić z takimi partnerami? Chyba rozmawiać… w kółko… Ale DOSKONALE wiemy, że to często podróż pełna zakrętów…

3. Dziewczynom z domów, gdzie „to nie przystoi”

Wychowanie odgrywa ogromną rolę. „Nie pokazuj za dużo”, „wyglądasz jak do klubu go go”,  „to wulgarne”, „szanuj siebie” – to komunikaty, które brzmią jak troska, ale niosą w sobie głęboko zakorzeniony wstyd. W wielu domach pokazywanie pośladków, nawet w kontekście tanecznym, nadal bywa utożsamiane z rozwiązłością, brakiem klasy czy uwagi. To bardzo silne głosy wewnętrzne, z którymi kobiety uczą się walczyć całe życie.

Najgorsze, że właśnie od bliskich chcemy… wsparcia! Te stereotypy i kąśliwe komentarze są często związane z ich brakiem pewności siebie, obawą przed byciem ocenianym czy dziwnie ulokowaną troską o naszą przyszłość. Czy łatwo z tym wygrać? A gdzie tam! W mojej głowie długo słyszałam „to za dużo, ubierz się”.

4. Osobom wierzącym

Dla wielu kobiet religia i wiara są bardzo ważnym aspektem życia. Ciało bywa w tym kontekście traktowane jako coś „do zakrycia”, a nie do celebracji. Pojawia się pytanie: czy eksponując swoje ciało w tańcu, łamię zasady swojej duchowości? Czy nie grzeszę przeciwko skromności? Ten konflikt nie jest błahy — jest prawdziwy, trudny i wymaga osobistej pracy z przekonaniami, które nosimy latami. Wysyłamy więc tonę mocy dla wszystkich kobiet, które szukają balansu między swoją pasją a duchowością!

A teraz… cała prawda:

Pokazywanie pupy jest totalnie okej.

Nie, nie chodzi o prowokację. Chodzi o ciało, które tańczy. Które oddycha. Które jest silne, sprawcze i piękne.

W krótkich spodenkach, w majtkach scenicznych, w topie, który eksponuje sylwetkę — kobieta może poczuć siebie. Może zobaczyć, że ciało to nie coś, co trzeba kontrolować i zawstydzać, ale coś, co można celebrować, szanować i kochać.

Odsłanianie ciała to nie wstyd. To siła.

Dla wielu z nas pokazanie pupy to nie tylko gest fizyczny. To proces terapeutyczny. To droga do samoakceptacji. To moment, w którym zamiast pytać: „czy mogę?” zaczynasz mówić: „jestem”.

To przełamywanie wewnętrznego wstydu. To budowanie dystansu i luzu do samej siebie. To wzmacnianie poczucia własnej wartości — nie przez to, co o Tobie powiedzą inni, ale przez to, co Ty o sobie myślisz, kiedy patrzysz w lustro.

Ciało to nie wstydliwy dodatek.
To Twoje narzędzie ekspresji.
To Twój dom.
To Ty — silna, kobieca, wolna.

to TWOJA BOGINI <3

Z miłością i wdzięcznością dla każdego ciała, które odważyło się tańczyć, kręcić biodrami i kochać siebie trochę bardziej.

Szczególnie w naszych ubraniach! Dziękujemy.

🖤 www.nimfinity.com

Zostaw komentarz

NOWOŚCI

Sprawdź najnowsze propozycje odzieży do tańca, która doda Ci pewności siebie na parkiecie.