Pierwszy raz o wyjeździe na Jamajkę wspomniałam już jako młoda nastolatka – zaczęłam wtedy tańczyć dancehall i odkrywać tą odległą, pociągającą kulturę. Czy robiłam to stopiowo? Można tak powiedzieć… Robiłam to, bazując na skrawkach informacji w Internecie, podstawowej wtedy wiedzy mojej trenerki i pojedynczych warsztatach, które ktoś miał odwagę w Polsce prowadzić. Jamajka kojarzyła mi się z muzyką, tańcem, słońcem, zawodami Dancehall Queen i jakąś nieuchwytną, niezrozumiałą szansą na taneczną sławę. To było 15 lat temu. Dziś zapraszam Cię na wspólną podróż 30 letniej Klaudii na Karaiby.

Czy Jamajka spełniła moje nastoletnie oczekiwania?

Wiele osób na start pyta mnie, czy Jamajka mnie zachwyciła czy rozczarowała? Mówiąc szczerze – jedno i drugie. Oczywiście wizja i „oczekiwania” wobec wyjazdu zmieniały się na przestrzeni lat. Każdy znajomy, który wracał z wyspy i dodawał swoją perspektywę – budował dla mnie nowy obraz wymarzonego kierunku. Często uzupełniając moją wizję o niefiltrowane realia, odcienie szarości, własne rozczarowania, chwile uniesień, zachwyty kulturą czy zachłyśnięcie się tropikalnym otoczeniem! Jak to świetnie ujęła nasza Agnieszka Pokojska – na każde pytanie dotyczące Jamajki, można odpowiedzieć TO ZALEŻY. Pójdę więc tym tropem i na pytanie, czy Jamajka „spełniała moje oczekiwania” odpowiem: To zależy.

W wieku 30 lat, po 15 latach tańczenia dancehallu z niezliczonymi znajomymi, przyjaciółmi i bliskimi z dancehallowego środowiska – mój obraz wyspy był inny o tego, który wyobrażałam sobie jako nastolatka. Był dojrzały. Nie miałam wygórowanych oczekiwań, wsiadając do samolotu. Wiedziałam, że imprezy nie są takie taneczne jak w filmach i że będę napotykać zaczepki nacechowane seksualnie. Słyszałam o śmieciach wszędzie i wszechobecnym zapachu marihuany. Byłam gotowa na słuchanie muzyki dancehall nawet w supermarkecie i ciekawa rajskich plaż Karaibów.

Jednak to, co wiemy o danym miejscu ma się nijak do tego, jak MY będziemy się w nim czuć. I tutaj zaczyna się rollercoaster. Bo ani wszechobecne blanty, ani uliczne zaczepki, ani zasada „wróć do hotelu przed zmrokiem”  nie sprawiały, że czułam się jak w Raju.

Na Jamajce czułam się tragicznie i wspaniale

Czas płynie tam inaczej. Po 3 dniach miałam wrażenie, że jestem tu od dzisiaj rana lub o 2 miesięcy. Niesamowite doznanie. Jednocześnie każdego dnia moje nastroje wahały się skrajnie. Na przykład: wychodziłam rano na słoneczko i jadłam świeże owoce na tarasie z widokiem na Kingston, czując się totalnie cudownie. Godzinę później czułam już niepokój i dyskomfort załatwiając najbardziej podstawowe sprawy, np. kupienie kilku produktów w markecie (w którym pan ochroniarz zapytany czy wie, gdzie są filtry do kawy, oznajmił, że on mógłby być naszym filtrem i się przez nas przeciskać xD). By po 3 godzinach, w które nie udało nam się załatwić dosłownie 2 spraw, byłam już zła, wykończona i zirytowana tempem życia, catcalling’iem  i dezorganizacją. A na koniec zobaczyć w nocy Spice we własnej osobie i prawie się popłakać.

Wiele widoków, miejsc, sytuacji sprawiało, że czułam smutek, niedowierzanie. Bywało, że czułam się atakowana, wykorzystywana, przedmiotowo traktowana. Bywało, że czułam się największą szczęściarą, że mogę być w tym miejscu. Czułam przypływ miłości i zajawki do dancehallu, czułam dumę – z siebie i otaczających mnie zdolnych, zaradnych kobiet. Zachwycałam się tropikalnymi krajobrazami, by za chwilę załamać się wszechobecnymi śmieciami i brakiem świadomości, że wyrzucanie ich pod drzewo NIE JEST OK.

Catcalling

Zatrzymajmy się tu na chwilę… Każde zjawisko w danym społeczeństwie i kulturze ma gdzieś źródło. Dlatego warto poszperać, poczytać, poznać historię miejsca, postarać się zrozumieć, dlaczego ktoś robi do Ciebie „psssssss” na ulicy lub „yuh pussy tight” i „siddung pon di cocky” pod restauracją… Dobrze, być otwartą osobą, która jednak nie ocenia na start, próbuje spojrzeć z różnych perspektyw.

Jednocześnie mając lat niemal 31, konkretne wartości, przekonania i bagaż życiowych doświadczeń, ciężko zaakceptować taką jawną seksualizację, nawoływanie jak do psa czy kota i werbalne nękanie (bo tak o catcallingu mówi chat GPT).

Czułam się werbalnie nękana i wiele tych tekstów wywoływało złość, ciarki, rozgoryczenie i zdegustowanie. Czym innym bowiem jest SŁUCHANIE Z WŁASNEJ WOLI JAKIEGOŚ UTWORU DANCEHALL… Czym innym jest słuchanie takich komentarzy od obcych ludzi, którzy wymierzają je PERSONALNIE w Ciebie.

Definicja dla ciekawskich

Catcalling to forma werbalnego nękania w przestrzeni publicznej. Najczęściej polegająca na gwizdaniu, komentowaniu wyglądu, seksistowskich uwagach czy niechcianych zaczepkach wobec kobiet (choć może dotyczyć też mężczyzn).

Przykłady catcallingu:

  • Gwizdanie na ulicy.
  • Krzyczenie „hej, mała!”, „ale ciacho!” do obcej osoby.
  • Komentarze typu „uśmiechnij się!”, „ładne nogi!”.
  • Obsesyjne patrzenie, cmokanie czy gesty sugerujące zainteresowanie seksualne.

To zachowanie może być postrzegane jako forma molestowania. Może powodować dyskomfort, strach lub poczucie zagrożenia. W wielu miejscach na świecie trwają kampanie społeczne przeciwko catcallingowi, promujące szacunek i kulturę wolną od nękania.

W Polsce usłyszych od robotnika na bloku: PIĘKNA JESTEŚ KRÓLEWNO. Na Jamajce usłyszysz, że masz ciasną c***kę. Różnica kultur jest naprawdę ogromna. Uważam, że nie ma nic złego w tym, że nie ze wszystkim czujemy się OKEJ. Szczególnie, że jak wspomniała Martyna Górska podczas naszej rozmowy o Jamajce na Instagramie – nawet mieszkanki Jamajki uważają, że catcalling powinien się już skończyć i organizują różne akcje w ramach protestu. 

Zródło: chat GPT

Czy moja perspektywa jest słuszna?

Moja ocena Jamajki to moje wrażenia, moja perspektywa, moje emocje. To stany, w których zastawałam siebie. To kompletnie subiektywny obraz wyspy, na której spędziłam tylko 2 tygodnie. Obraz, na który wszystko miało wpływ: moje wartości, codzienność, wychowanie, europejska kultura, samopoczucie i ludzie obok.

Uważam, że nawet jeśli bardzo się staramy NIE PATRZEĆ na jakieś miejsce przez pryzmat innych standardów (naszych, polskich czy europejskich), to nie jest do końca możliwe wyzbyć się tego, w czym od lat wyrastamy. Ciężko jest nie porównywać, nawet jeśli niczego nie oczekujesz. Ja starałam się unikać odnoszenia rzeczywistości Jamajki do mojej, polskiej rzeczywistości. Wiem, że wiele osób robi to zachowując narrację „doceniania” tego, co mają na co dzień. Myślę, że to też jest super! Docenić, zatrzymać się, zastanowić. Jednak skupiłam się na tym, jak JA, Klaudia czuję się w tej konkretnej rzeczywistości – ze sobą, z tą kulturą, z tą codziennością.

Warto odrobić lekcje i dowiedzieć się więcej o realiach miejsca, kulturze, historii i sytuacji politycznej. Robię to przed każdą podróżą. Jednak koniec końców zostaje to, co miało największy wpływ na Ciebie: Twoje samopoczucie, refleksje i emocje.

Jeśli chcesz zbudować swój obraz Jamajki, musisz zrobić to TY.

Jamajka – PARADISE

Bardzo wiele osób wraca z Jamajki i wrzuca na Instagram fotki z podpisem PARADISE. Rozumiem to w 100%. Niezwykła, zielona, bujna roślinność, turkusowa woda, piękne plaże, góry, kolorowe budyneczki, życzliwi ludzie, poczucie community. Wszechobecny dancehall, tancerze i artyście spotykani na żywo, inaczej płynący czas, świeże kokosy i tona tańca.

Jamajka uwiodła także mnie tym wszystkim! To kultura, którą poznaję od lat i chcę poznawać dalej. Choć nie odliczam do kolejej wizyty na wyspie i nie wiem CZY I KIEDY takowa nastąpi. Ten wyjazd jednak przysłużył mi się inaczej. Zamiast wracać z poczuciem, że odnalazłam swój raj na ziemi, wróciłam z POCZUCIEM MISJI. By dołożyć swoją cegiełkę do edukowania innych, by zająć się tematem dancehall Queen Style w Polsce, by stworzyć dedykowany kulturze dancehall blok na Nieobozie.

To, czy zakochasz się w Jamajce… TO ZALEŻY ;) Może od razu, może za 3 razem, może nigdy? Jednak nie zawsze musimy się z czymś w pełni zgadzać i kochać, by chcieć to dalej eksplorować i mieć w swoim życiu. Ważne jest też, by pamiętać, co dla nas znaczy dancehall, co daje nam osobiście? Dlaczego zaczęliśmy i zostaliśmy w tym community?

Dancehall – czyli powód mojej podróży

U mnie zaczęło się od tańca – nie od muzyki, nie od marzeń o palmach i turkusowej wodzie. Zawsze na pierwszym miejscu był taniec. Dlatego wylądowałam w samym sercu wydarzeń, czyli w Kingston. Imprezy, classy, warsztaty tu są na wyciągnięcie ręki.

Nie zaplanowałyśmy z dziewczynami tysiąca zajęć, bo chciałyśmy znaleźć balans między rozwojem ruchowych, a zrozumieniem kultury i dosłownie ZWIEDZANIEM WYSPY. Tej decyzji nie żałuję, bo to zielona roślinność i kojąca woda najczęściej poprawiały mi nastrój.

Bezcenne rozmowy z tancerzami, mieszkańcami wyspy, znajomymi na pewno zmieniły moją perspektywę. Zobaczenie na żywo Spice, podziwianie ulubionych tancerek, rozmowy z legendami dancehallu jak John Hype, dhq Carlene czy Shelly? Nawet dziwaczny uścisk przedramienia i uśmiech od Shelly Belly (bro uścisk zamiast dzikiego dagga!) –  nigdzie indziej bym tego nie doświadczyła i jestem za to ogromnie wdzięczna.

Podsumowując

Widziałam różnicę między starszymi tancerzami, nauczycielami i ich podejściem do uczenia, mówienia o kulturze, a nowym pokoleniem. Zakochałam się na nowo w oldschoolu, z ekscytacją kibicowałam Oldze na zawodach Queens of the Mecca i z ciekawością próbowałam z Julą i Andżel nowych owoców. Ale nie płakałam na lotnisku, że czas wracać, a wegańskie jedzenie we Frankfurcie powitałam z ekscytacją! Jeszcze przez kolejny dzień czułam się dziwnie, chodząc z telefonem w ręku i zjadłam tyle świeżych warzyw i dobrego pieczywa po powrocie, że prawie wybuchłam.

Czy polecam? Jasne. Zawsze najlepiej oceniać, doświadczać samemu. Czy wrócę? Jeszcze nie wiem.

 

Zostaw komentarz

NOWOŚCI

Sprawdź najnowsze propozycje odzieży do tańca, która doda Ci pewności siebie na parkiecie.